„Nie chcemy tu być!” - 6 lat w domu dziecka zamiast przy kochającej matce i babci

Historia bliźniaczek, których apel do sądu i prokuratury obiegł sieć, zaczyna się od rozwodu ich rodziców. Po tym, gdy ograniczył on obojgu opiekunom władzę rodzicielską, dziewczynki trafiły do państwowej placówki, gdzie wciąż przebywają. Miały wtedy dziesięć lat, w ubiegłym roku skończyły szesnaście.
- Strasznie to wyglądało. Tak jakby przestępców wyprowadzali. A to były tylko dzieci – wspomina sąsiadka dzień, gdy policja zabrała Zuzannę i Ewę z rodzinnego domu.
- Gdy nie chciały iść, to policjanci zadzwonili po pomoc. Było czterech policjantów na dwie dziewczynki - doprecyzowuje Pani Krystyna Kruszyna, babcia.
Siostry od sześciu lat przebywają poza domem. Twierdzą, że decyzją sądu zostały pozbawione dzieciństwa.
- Mamy normalny dom, mamę i babcię. One nigdy nam nic złego nie zrobiły, a ojciec nam robił bardzo dużo złych rzeczy, a sąd każe nam iść do niego – mówią wprost. Opowiadają o lęku przed mężczyzną.
- Panicznie boję się ojca – podkreśla jedna z sióstr. Sąd początkowo dążył do odbudowy relacji małoletnich z ojcem. Mężczyzna twierdził, że w wyniku manipulacji matki, Zuzanna i Ewa mają z nim złe relacje.
- Zmanipulowane? To trwa sześć lat! Sześć lat nie mają kontaktu już z matką. No to jak mogą być manipulowane? – pyta retorycznie Krystyna Kruszyna.
Sprawa sióstr odbiła się szerokim echem w mediach społecznościowych, gdzie zamieszczały apele do opinii publicznej, by wypuścić je z placówki. Tam – jak relacjonują – doświadczają głównie krzyku, wyzwisk i przemocy psychicznej. Jak twierdzą, separowanie ich w tak znacznym stopniu od mamy i babci działa na nie źle.
- Nie mogę sobie poradzić z rozłąką z mamą - przyznaje jedna z nich. W wyniku trudnego położenia, w jakim się znalazła, pojawił się epizod korzystania z alkoholu i narkotyków.
Wniosek babci o ustanowienie jej rodziną zastępczą nie został rozpatrzony pozytywnie. Może to budzić zdziwienie, ponieważ kobieta ma m.in. 26-letnie doświadczenie pracy jako pielęgniarka na oddziale dziecięcym, stabilne warunki mieszkaniowe i bardzo silną więź z wnuczkami. Sąd i prokurator uznali, że to rozwiązanie „niecelowe i sprzeczne z dobrem dzieci”.
- Jestem traktowana gorzej niż przestępca. Więźniarki mogą się spotykać ze swoimi dziećmi – mówi Marta Kruszyna. Sąd wskazuje na opinię psychologiczną i diagnozę choroby afektywnej dwubiegunowej matki jako przeciwwskazanie do przejęcia przez nią opieki nad córkami. Rodzina i znajomi temu zaprzeczają.
- Pani Marta nie choruje na żadne choroby psychiczne. To jest potwierdzone medycznie – komentuje pełnomocnik kobiety.
Zuzanna i Ewa staną się niedługo pełnoletnie. Twierdzą, że podczas ostatniej rozprawy nie zostały wysłuchane.
- Sąd nas wyprosił. Powiedział, że nie chce nas wysłuchać – relacjonują. Sprawa toczy się z wyłączeniem jawności. Rzecznik sądu odmawia komentarza przed kamerą. Podobnie Rzecznik Praw Dziecka, który zna historię dziewczyn.
Wydaje się, że w trybach urzędniczej machiny - przepisów, postanowień, opinii - zniknęła z horyzontu, kluczowa w tej sprawie wrażliwość na sytuację konkretnego człowieka.
Czy system ochrony dzieci działa w ich interesie, czy w interesie własnym? Czy krzyk nastolatek będzie usłyszany?
Odpowiedzi na te pytania postaramy się udzielić w najnowszym odcinku programu „Państwo w Państwie”. Historię Zuzanny i Ewy przybliży Państwu Przemysław Talkowski wraz z zaproszonymi gośćmi o godz. 19:30 na antenie Polsat News. Reportaż Agnieszki Zalewskiej.

Agnieszka Zalewska
reporterka

