Na bruk za nie swoje długi

Chciał tylko pożyczyć pieniądze, stracił wszystko. Przedsiębiorca z Człuchowa jest wyrzucany z własnego domu, mimo, że go spłacił. Budynek powinien do niego wrócić, ale… został zlicytowany za długi innej osoby. Dlaczego sąd wydał tak bulwersującą decyzję?

Chciał tylko pożyczyć pieniądze, stracił wszystko. Przedsiębiorca z Człuchowa jest wyrzucany z własnego domu, mimo, że go spłacił. Budynek powinien do niego wrócić, ale… został zlicytowany za długi innej osoby. Dlaczego sąd wydał tak bulwersującą decyzję? 

 

Dariusz Szadach zbudował kamienicę w centrum Człuchowa. Miał być to zarówno jego dom, jak i biznes. Mieszkał wraz z rodziną na najwyższym piętrze, reszta lokali miała zostać wynajęta.

 

- Dom budowałem dla siebie, dla rodziny. To miała być swoista moja emerytura – mówi Dariusz Szadach.


Niestety, w pewnym momencie musiał wziąć pożyczkę - pod zastaw kamienicy. Podpisał w tym celu umowę leasingu z Marcinem Ł. Po spłaceniu pożyczki Dariusz Szadach miał znów być właścicielem domu. Marcin Ł. w innej sprawie ma dziś postawione zarzuty wyłudzenia nieruchomości na kwotę ponad 20 milionów złotych – ale to dopiero okazało się później.


- Nie mogąc uzyskać gdzie indziej środków finansowania nawiązał kontakt z mężczyzną, który zaproponował, że w formie umowy leasingu udostępni mu pieniądze. Po spłaceniu wszystkich rat miał otrzymać zwrot tej nieruchomości - tłumaczy adwokat rodziny Andrzej Gdurak.


Niemal od razu po podpisaniu umowy zaczęły się problemy. Marcin Ł. przekazał dom swojemu wujowi, a ten okazał się bankrutem. Kamienica, która miała wrócić już za chwile do pana Dariusza, została zlicytowana za długi wuja Marcina Ł.


Rodzina Szadachów, która na moment licytacji miała już spłacone wszystkie raty, ponad 700 tysięcy złotych, wystąpiła do sądu, aby ten uwzględnił ich w planie podziału zysków z licytacji. Sąd stwierdził, że nie otrzymają żadnych pieniędzy, ponieważ umowa leasingu nadal obowiązuje. Tyle, że jeśli obowiązuje, to sąd nie powinien wydać postanowienia o licytacji. Bo nowy właściciel po licytacji ma tak zwaną „czystą” kamienicę. Państwo Szadach nie mają żadnych praw do niej.


- Ja rozumiem, że ludzie mogą czuć się pokrzywdzeni, natomiast w mojej ocenie sąd w żaden sposób nie jest winny, że do takiej sytuacji doszło. Być może winny jest ogólnie system – tłumaczy Prezes Sądu Okręgowego w Słupsku Andrzej Michałowicz.


Dariusz Szadach został więc bez pieniędzy i bez kamienicy. W tym momencie zgodnie z wyrokiem eksmisyjnym musi opuścić mieszkanie. W kamienicy został zdemontowany piec oraz odłączona woda.


- Ja robiłem wszystko w dobrej wierze. Uważałem, że jesteśmy państwem prawa a raptem straciłem wszystko – mówi Dariusz Szadach.

 

Więcej już w najbliższą niedzielę o 19:30 w reportażu Agnieszki Zalewskiej.


W drugiej części programu wrócimy do tematu spółki MGM, która zbankrutowała z powodu niestosowania się skarbówki do wyroków sądów. Zobaczymy, jakie kolejne decyzje zapadły w tej sprawie.